|
|
środa, 26 września 2007
Nowy album Lenny Kravitza w lutym 2008!
Na luty 2008 roku, premierę swojego nowego albumu zapowiada Lenny Kravitz
Krążek, który powstaje na wspach Bahama, w Miami, Paryżu i Nowym Jorku, zatytułowany będzie "It's Time For A Love Revolution". Kravitz twierdzi, że chciał żeby jego najnowsze dzieło było wydawnictwem dwupłytowym. Nie przystała na to jednak wytwórnia. Na płycie znajdzie się jednak 15 numerów. Artysta zamierza promować płytę światową trasą koncertową. Poniżej znajdziecie spis utwrów, które znajdą się na "It's Time For A Love Revolution".
"Bring It On" "A Love Revolution" "Good Morning" "Luv Luv Luv" "If You Want It" "I'll Be Waiting" "Will You Marry Me" "I Love the Rain" "A Long and Sad Goodbye" "Dancing Till Dawn" "Back in Vietnam" "A New Door" "This Moment Is All There" "I Want To Go Home" "Dream"
Korn wraca do Polski!
Agencja Live Nation poinformowała, że legenda numetalu, zespół KoЯn, ponownie zawita do PolskiJuż 13 lutego 2008, Korn zagra na warszawskim Torwarze. Koncert odbędzie się w ramach trasy "BI#%H WE HAVE A PROBLEM TOUR”. W roli supportu pojawią się dwa zespoły Flyleaf oraz Deathstars. Bilety na to wydarzenie trafią do sprzedaży już 26.09.2007. Ceny przedstawiają się następująco:
Miejsca stojące (płyta): 99zł Miejsca siedzące (sektory): 99zł
Bramy Torwaru zostaną otwarte o godzinie 18:00, pierwszy support wyjdzie na scenę godzinę później.
wtorek, 18 września 2007
Debiut Totentanz!
Już za tydzień "Nieból" - płyta tarnowskiej formacji Totentanz.
Totentanz to tarnowski band rockowy, powstały wiosną 2005 roku, początkowo w trzyosobowym składzie: Erik Bobella (gitara basowa), Dariusz Pawłowski (perkusja) Dariusz Durał (gitara). W czerwcu 2005 roku swoją współprace z zespołem rozpoczyna charyzmatyczny wokalista Rafał Huszno -ex Ottwieler. W tym składzie i jeszcze bez nazwy grupa gra do września 2005 roku., kiedy to z zespołu odchodzi Dariusz Durał, a jego miejsce zajmuje gitarzysta Adrian Bogacz (Sunflower). W tym momencie następuje diametralny zwrot w działalności grupy. Stylistyka muzyczna zespołu nabiera charakteru, band przyjmuje nazwę Totentanz.
W tym składzie, wiosną 2006 roku grupa nagrywa swoje pierwsze demo zatytułowane „Nieból”, na które trafia pięć utworów zespołu. Realizatorem nagrań jest Jarosław „ Jasiu” Kidawa. W międzyczasie Erik Bobella zasila jeszcze szeregi legendarnej formacji punkowej KSU. Jesienią 2006 roku zespół opuszcza perkusista Dariusz Pawłowski, a jego miejsce zastępuje Sebastian Mnich (KSU). Po 2 i pół rocznej współpracy z KSU, Erik Bobella i Sebastian Mnich opuszczają zespół aby poświęcić się w 100% Totentanz.
Debiutancka płyta Totentanz „Nieból” to album wręcz kipiący emocjami, rozrywany od wewnątrz potrzebą wykrzyczenia światu o w wszystkim co męczy, rani, wkurza – ale też o tym co zachwyca, czaruje, wciąga. To manifest człowieka, który potrafi równie mocno kochać jak nienawidzić, który przeżywa cierpienie równie intensywnie jak miłość i radość. Od strony muzycznej „Nieból” to perfekcyjnie wyprodukowany i zaśpiewany album oparty na mocnych gitarowych riffach i świetnych melodiach. To płyta, która „wchodzi” od pierwszych dźwięków i sprawia, że nie możemy się od niej uwolnić. To album pełny czadowych kompozycji (singlowy „Poza Wszystkim”) i zwiewnych, delikatnych ballad („Zawołać”), który zachwyci każdego fana ciężkiej odmiany polskiego rocka, zarówno spod znaku Coma, Hunter jak i IRA.
IRA na żywo!
Zespół IRA planuje cały październik spędzić w trasie promując swoją najnowszą płytę "Londyn 08:15".
Na specjalne klubowe koncerty członkowie IRA przygotowują właśnie wyjątkową setlistę - złożoną także z piosenek znajdujących sie na nowej płycie. Na pewno usłyszymy live "Trochę wolniej", "Londyn", reszta jak na razie niech zostanie tajemnicą.
W większości miast zespoł spotka się ze swoimi fanami w lokalnych Empikach.
Wiadomo już także ze koncerty w Warszawie i w Krakowie dodatkowo zaskoczą wyjątkowymi efektami wizualizacyjnymi oraz niespotykaną, jak na koncert polskiego zespołu ilością świateł. Ale to tylko dopełnienie koncertów - najważniejsza bowiem dla zespołu od lat jest po prostu
4 X Warszawa klub Stodoła 5 X Dębica klub Meduza 6 X Kraków klub Studio + empik (17:30) 9 X Lublin klub Graffiti + empik (17:30) 14 X Wrocław klub Alibi + empik (15:00) 18 X Katowice klub Megaclub + empik (17:30) 19 X Warszawa Scena Empik 20 X Tarnów klub Blue 26 X Szczawnica Muzyczna Owczarnia 27 X Łodź Hala Bis Ekspo + empik (15:00) 28 X Poznań klub Sioux + empik (17:30)
Coraz bliżej nowy album Patrycji Markowskiej!
Jeszcze tylko 10 dni i światło dzienne ujrzy album Patrycji Markowskiej - "Świat się pomylił".
28 września odbędzie się premiera najnowszego albumu Patrycji Markowskiej, pt. "Świat się pomylił". Na nowym albumie Patrycja nadal podąża pop-rockową ścieżką, którą wytyczyła sobie już na początku swojej kariery, aczkolwiek pokazuje także swoje delikatne, pełne emocji kobiece oblicze. Popularność pierwszego, tytułowego singla z tej płyty - "Świat się pomylił" - pokazuje, że na taką Patrycję wszyscy czekali. Tą właśnie piosenką Patrycja Markowska zwyciężyła w Koncercie Premiery 44. Festiwalu Piosenki Polskiej Opole 2007. Swoim występem Patrycja oczarowała zarówno widzów w Amfiteatrze Opolskim i przed telewizorami, jak i dziennikarzy zgromadzonych na Festiwalu, którzy uhonorowali ją nagrodą Dziennikarzy. Piosenka "Świat się pomylił" stała się jednym z przebojów lata, stale goszcząc na najwyższych miejscach przebojów w największych polskich rozgłośniach radiowych.
Ale nowy album Patrycji Markowskiej to nie tylko piękne, nastrojowe ballady - Patrycja pokazuje także "rockowy pazur". Dobrym przykładem na to jest drugi singiel promujący ten album "Zaćmienie serca". Piosenka zdecydowanie mocniejsza i bardziej "niegrzeczna" niż "Świat się pomylił".
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Finał Coke Live Festival!
Drugi i ostatni dzień Coke Live Music Festival potwierdził, że imprezę tę można zaliczyć do wyjątkowo udanych. Największymi gwiazdami wieczoru byli Common i Rihanna. Podczas pierwszych występów w drugim dniu festiwalu Coke Live frekwencja nie dopisywała zupełnie jak dzień wcześniej. Występy w namiotach Coke i Burn, z muzyką alternatywną i klubową, obserwowało po kilkanaście osób, a około stu osób zgromadziło się przy scenie głównej, aby posłuchać koncertu pop-rockowego wokalisty, Tomka Makowieckiego. Po Makowieckim na scenie wszystkich czekała wyjątkowa atrakcja, jaką był premierowy występ Pauliny Przybysz z zespołu Sistars, ze swoim solowym projektem pod tajemniczą nazwą Pinnawela. Coraz liczniej gromadząca się publiczność z entuzjazmem przyjęła nowe utwory wokalistki. W tłumie można było nawet dostrzec dopingującą swoją siostrę, Natalię Przybysz, która później zaśpiewała za nią w jednym z utworów. Nowe propozycje Pauliny nie odbiegają stylistycznie od drogi obranej przez macierzysty zespół sióstr, Sistars. Solidna dawka r'n'b była zatem idealnym wstępem do pierwszej zagranicznej atrakcji wieczoru, Commona. Podobnie jak koncerty odbywające się od godz. 20. na mniejszych scenach. Na scenie Burn grał bowiem zespół Mosqitoo łączący pop, r'n'b i house, a na Coke hiphopowcy Łona i Webber. Występ Commona rozpoczął się na głównej scenie z niewielkim dziesięciominutowym poślizgiem. Raper ten jest ikoną gatunku, ale poza Stanami Zjednoczonymi nie jest powszechnie znany. A to dlatego, że ma przywilej nie należenia do skomercjalizowanego mainstreamu, a jego muzyka na całym świecie i tak ma grono zagorzałych fanów. Koncert Commona na Coke Live udowodnił, że ma solidną bazę fanów także w Polsce. Tłumnie zgromadzona publiczność natychmiast poddała się dźwiękom jego muzyki tańcząc i wydając okrzyki za raperem, który na scenie pojawił się z samym DJ-em. Na jego ostatnich płytach więcej jest tekstów na tematy społeczne i duchowe. Nie zabrakło więc przesłania także dla Polaków. Common zaapelował o tolerancję dla ludzi innych ras, czy o innych preferencjach seksualnych. Dodał też, że muzyka i tak łączy wszystkich, bez względu na dzielące granice i uprzedzenia. Podczas godzinnego show Common zaprezentował też swoje umiejętności breakdance'owe i freestylowe. Choć w tych drugich na Coke Live przebił go nasz rodzimy O.S.T.R., który dzień wcześniej przez kilka minut freestylował na scenie Coke z prędkością karabinu maszynowego. Fenomenalny popis umiejętności dał później DJ Dummy grający z Commonem, którego wirtuozerię można było nie tylko usłyszeć, ale też obserwować na płóciennych ekranach, udających telebimy. Podczas kilkuminutowego solo DJ w pewnym momencie miksował płyty tak szybko, jak O.S.T.R. freestylował. Common podobnie jak Akon dzień wcześniej, zszedł do publiczności. A wcześniej zaprosił jedną z fanek na scenę, gdzie razem wykonali uwodzicielski taniec do przeboju "Come Close". Kulminacyjny występ festiwalu na głównej scenie, którego gwiazdą była Rihanna miał rozpocząć się godzinę po Commonie, ale wokalistka opóźniła wejście na scenę o blisko pół godziny. Zniecierpliwiona publiczność wygwizdała gwiazdę. Jednak, gdy jej koncert już się rozpoczął, fani obdarzyli ją oklaskami i okrzykami radości i zaczęli bawić się w rytm jej pierwszego przeboju "Pon De Replay". Po nim Rihanna nagle zwolniła grając balladę "Rehab", po czym znowu przyspieszyła śpiewając aktualny hit "Shut Up And Drive" i megahit "S.O.S.". Na skutek skręcenia kostki Rihanna prawie przez cały występ siedziała na krześle, co zupełnie nie pasowało do wyjątkowo energicznej muzyki, którą prezentowała. Może dlatego publiczność była na początku dosyć statyczna. Sama wokalistka i tak ruszała się bardzo żywiołowo, a przede wszystkim zaskoczyła świetnym wokalem na żywo, wspomaganym przez dwie chórzystki. Gdy na scenie zabrzmiał balladowy przebój "Unfaithful" publiczność zaczęła śpiewać razem z nią. A już przy dźwiękach megahitu "Umbrella", zaśpiewanego na koniec zaledwie 45-minutowego show, fani nie tylko śpiewali, ale też zaczęli tańczyć. Rihanna wielokrotnie rozmawiała z publicznością. Po serii gwizdów przed jej występem zapytała na początku, czy wszyscy zamierzają się nią dobrze bawić. Otrzymała twierdzącą odpowiedź i tak też się stało. Wokalistka zapytała również kto ma w domu jej najnowszy album i podziękowała Polakom za doprowadzenie go do statusu "Platynowej płyty". Gorzej było poza sceną. Menedżer Rihanny nie był skłonny do udzielania zgody na wywiady oraz zakazał fotografowania i filmowania młodej wokalistki. Dla porównania pozostałe zagraniczne gwiazdy, a więc artyści samodzielnie tworzący swoją muzykę, rozmawiali ze wszystkimi chętnymi dziennikarzami, tak długo jak tylko było to możliwe. Po występie Rihanny zakończonym pokazem fajerwerków, uczestnicy festiwalu udali się na mniejsze sceny, zwłaszcza na występ polskiego hiphopowego składu Molesta Ewenement, który opóźnił show czekając do końca koncertu Rihanny. Ostatnie dźwięki festiwalu Coke Live zabrzmiały w klubowym namiocie Burn już nad ranem, podczas występu duetu Boogie Mafia.
Przytul Gosię Andrzejewicz!
Piosenkarka opowiada o swoim ideale mężczyzny. Jeśli jesteś Latynosem o brązowych oczach i nie jesteś przesadnie przystojny, masz szansę umówić się z gwiazdą. Gosia (23 l.) wciąż nie ma drugiej połówki. Wszystko przez brak czasu. W notesie Janusza Andrzejewicza, który jest menedżerem córki, jest miejsce tylko na koncerty, nagranie płyty, plan teledysku. "Nie mam już na nic czasu" - żali się Gosia. Gdzie tu miejsce na miłość? "Z tym jest krucho" - przyznaje artystka. Ale zapewnia, że nie przeoczy kogoś odpowiedniego, bo wie, jaki powinien być. Podkreśla, że najważniejsze jest wnętrze. "Chciałabym, aby był milutki, taki do przytulania. Byłam z superprzystojnym facetem, i co z tego? Nie pasował do mnie" - tłumaczy. Kawaler musi mieć romantyczną duszę, być wyrozumiały i nie być zazdrosny. "I musi mnie kochać" - podkreśla. Ideał Gosi może zaskoczyć niejednego macho. "Musi być szczupły, a nawet chudzielec. Fajnie, gdyby miał brązowe oczy i był opalony. Może być Latynos" - dodaje. Jakby tego było mało, facet nie może być zbyt urodziwy. "Wiadomo jakie są Polki, potrafią zrobić naprawdę wszystko, aby odbić ci chłopaka" - tłumaczy. Dla takiego faceta Gosia przekona tatę, by znalazł dla niego miejsce w swoim notesie - puentuje "Super Express".
niedziela, 26 sierpnia 2007
Euforia na Coke Live Festival!
Pierwszy dzień imprezy Coke Live Music Festival przeszedł do historii .Publiczność długo będzie jeszcze wspominać występy Akona, Faithless i Lily Allen. Coke Live Music Festival to impreza zdobywająca dopiero swoją markę. W tym roku po raz pierwszy trwa dwa dni, a jej uczestnicy mają do wyboru o wiele szerszy zakres muzyki. Otóż poza sceną główną występy odbywają się równolegle w dwóch namiotach, z muzyką alternatywną - Coke Stage oraz z muzyką klubową - Burn Stage. Na pierwszy dzień festiwalu przyszło około dwadzieścia tysięcy ludzi. Niestety większość dojechała dopiero na show największej gwiazdy festiwalu, Akona. Festiwal zlokalizowano tym razem w środku miasta, na rozległym terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego, dlatego tysiące ludzi musiało najpierw pokonać gigantyczne korki panujące na ulicach Krakowa, aby dojechać do celu. Pierwsze występy na małych scenach oglądało... kilkanaście osób. Pustki panowały również w czasie pierwszego koncertu na głównej scenie, jaki dała czołowa polska formacja reggae Maleo Reggae Rockers. Choć publiczność liczyła około setki osób to zespół bez trudu rozkręcił imprezę rozbujając wszystkich widzów. O godz. 19. miał odbyć się pierwszy występ światowej gwiazdy, Lily Allen. Frekwencja jednak ciągle nie dopisywała, dlatego przesunięto go o pół godziny. Gdy pod sceną zebrała się już więcej ludzi, wówczas przy dźwiękach hitu "LDN" na scenę wyszła Lily, bez trudu nawiązując z publicznością świetny kontakt. Wokalistka od razu przyznała, że nie zna żadnych słów po polsku, ale to nadrobi. Allen zaskoczyła bardzo wysokim poziomem swojego występu, jak na debiutantkę, a zwłaszcza nieprzeciętnymi umiejętnościami wokalnymi. Zaprezentowała kawał ambitnego popu, swoistej popowej alternatywy. Dodatkowo wszystkim udzielił się jej dobry humor. Zapowiadając utwór "Everything's Just Wonderful" zaczęła się śmiać i od tamtej pory już do końca występu nie mogła powstrzymać się od chichotania. W jednym z utworów wzięła gitarę elektryczną, żeby zagrać dwa riffy i o mało nie posikała się ze śmiechu, gdy je grała. Stwierdziła z resztą, że ma za długi palec. Przy spokojniejszych piosenkach prosiła o papierosa. Nie zabrakło też ciętych wypowiedzi, z których słynie. Tym razem o... penisach Polaków. Na uwagę zasługują także dwie rewelacyjne przeróbki wykonane przez Allen, "Window Shopper" 50 Centa w wersji ragga oraz jeszcze bardziej zaskakująca, zaśpiewana wysokim głosem interpretacja "Heart Of Glass" zespołu Blondie, na klawisze i bas. Swój największy hit "Smile" artystka zostawiła na koniec koncertu, oczywiście zbierając wówczas największe owacje. Później zagrała jeszcze wylansowany z Markiem Ronsonem przebój "Oh My God", a na koniec porwała cały tłum żartobliwą piosenką "Alfie" z jej ostatniego singla. Koncert trwał blisko godzinę. Na kolejny występ trzeba było poczekać kolejną godzinę. Największa pod względem komercyjnym gwiazda festiwalu, raper i zarazem wokalista r'n'bAkon, także wyszedł na scenę z półgodzinnym opóźnieniem. Publiczność zaczęła skandować imię rapera, jednak wcześniej publiczność zaczął rozgrzewał DJ Benny D., który puszczał fragmenty różnych hitów innych artystów. W ciągu dziesięciu minut zrobił swoje własne show, a publiczność była na tyle rozgrzana, że na scenę mógł już wejść Akon. Gdy artysta stanął przed licznie już zgromadzoną publicznością, ta zaczęła szaleć w rytm jego wybuchowej mieszanki hiphopowych bitów i r'n'b. Jak to zwykle bywa przy występach hiphopowców, główny artysta zagłuszany był przez dwójkę wspomagających go raperów, powtarzających po nim poszczególne wersy i wykrzykujących do publiczności liczne prośby. Nie przeszkodziło to Akonowi w pokazaniu, że na żywo wypada tak dobrze, jak na płytach. Gdy w połowie koncertu zaczął wykonywać swoje najbardziej popularne przeboje, z "I Wanna Love You", "Smack That" i "Lonely" na czele, emocje przed sceną sięgnęły zenitu. Nie zabrakło nawet hitu "Sweet Escape" nagranego przez niego z Gwen Stefani. Akon zszedł do publiczności i rzucił się na nią... dosłownie. Tradycyjnie ku uciesze fanek zdjął też koszulkę. Po niecałej godzinie Akon zszedł ze sceny. Na scenie Coke odbywał się wówczas bardziej kameralny koncert ciągle popularnej w Polsce pop-rockowej sensacji z Łotwy, zespołu Brainstorm. A już punktualnie o godz. 23 na głównej scenie pojawiła się największa koncertowa atrakcja tego festiwalu, czyli taneczna formacja Faithless, łącząca niepokojące elektroniczne dźwięki z tekstami o tematyce społecznej. Zespół rozpoczął występ od jednego ze swoich największych przebojów, "Insomnia". Apogeum euforii licznie zgromadzonej publiczności tradycyjnie nastąpiło przy dźwiękach kultowego dziś nagrania "God Is A DJ". Po takiej dawce emocji grupa zagrała już bardziej melancholijnie, prezentując także instrumentalny set. Część osób wykorzystało ten moment, aby przenieść się na sąsiednią scenę Coke, gdzie o północy miał rozpocząć się koncert najpopularniejszego obecnie polskiego rapera O.S.T.R.-ego. Faithless zaaplikowali jednak fanom na finał półtoragodzinnego występu kolejną dawkę tanecznej muzyki, zostawiając na koniec m.in. hit "We Come 1". Pierwszy dzień Coke Live można więc uznać za bardzo udany. Na drugi dzień zaplanowano występy m.in. kolejnych światowych gwiazd, Rihanny i Commona
piątek, 24 sierpnia 2007
Rusza Coke Live Festival w Krakowie!
Już dziś (24 sierpnia) w Krakowie rusza jeden z najbardziej atrakcyjnych festiwali roku pod względem wielkości zaproszonych gwiazd, Coke Live Music Festival. Impreza potrwa dwa dni. W tym roku festiwal Coke Live rozszerza swoją formułę i po raz pierwszy trwa dwa dni. Natomiast występy odbywają się aż na trzech scenach. Największymi gwiazdami imprezy, która odbywa się na terenie Muzeum Lotnictwa w Krakowie, będą jedni z najpopularniejszych obecnie wykonawców na świecie, raper Akon i reprezentująca scenę r'n'b Rihanna. Najnowsze płyty obu tych artystów, "Konvicted" Akona oraz "Good Girl Gone Bad" Rihanny, pokryły się już w Polsce "Złotem", a Rihanny nawet "Platyną". Na głównej scenie pojawią się także tak uznani artyści, jak klubowa sensacja Faithless, jedna z najważniejszych debiutantek ostatniego roku Lily Allen, bardzo popularny głównie na rynku amerykańskim raper Common, megagwiazda sceny pop-rockowej Brainstorm oraz prawie 30 wykonawców z różnych krajów nadbałtyckich. Polskę reprezentować będzie czołówka hip hopu, O.S.T.R. i Molesta Ewenement, czołówka reggae Maleo Reggae Rockers, uznani przedstawiciele sceny r'n'b, Mosqitoo i Pinnawela - nowy zespół Pauliny Przybysz z grupy Sistars, czy popularny wokalista pop-rockowy Tomek Makowiecki. Wystąpi także Baron, laureat akcji Coke Live Fresh Noise, która wspiera nieodkryte talenty. Uczestnicy tego projektu, czyli młodzi producenci, didżeje i wokaliści, mogli korzystać z warsztatów, na których mieli okazję spotkać się w studiu nagraniowym i na scenie z najbardziej uznanymi postaciami polskiej muzyki. Pierwsze koncerty rozpoczynają się o godz. 16.00 na scenie Burn Stage, a ostatnie trwają aż do rana na scenie Coke Stage. W piątek, w pierwszym dniu festiwalu, na głównej scenie wystąpią Maleo Reggae Rockers (o godzinie 17.30), Lily Allen (o 19.00), Akon (o 21.00) oraz Faithless (o 23.00). W międzyczasie na scenie Coke Stage zagrają m.in. Brainstorm (o 22.00) i O.S.T.R. (o północy). Natomiast w sobotę, w drugim dniu imprezy, na największej scenie pojawią się Tomek Makowiecki (o 17.30), Pinnawela (o 19.00), Common (o 21.00) oraz Rihanna (o 23.00). Równolegle na scenie Burn Stage wystąpi m.in. Mosqitoo (o 20.00), a na Coke Stage m.in. Molesta Ewenement (o północy). Organizatorzy festiwalu zadbali w tym roku o większe niż w poprzednich latach miasteczko festiwalowe ze strefą gastronomiczną i punktami sprzedaży gadżetów. Do swojego studia uczestników festiwalu będą tam zapraszać Radio Eska oraz telewizja Viva Polska. Nie zabraknie też Coke Clinic z plażowymi leżakami, masażystkami, czy osobami wykonującymi tatuaże. Na uczestników festiwalu czeka również pole namiotowe przygotowane dla ponad 4 tys. osób. Bilet jednodniowy na imprezę kosztuje 85 zł, natomiast karnet dwudniowy bez pola namiotowego - 150 zł, a z polem namiotowym 165 zł.
czwartek, 23 sierpnia 2007
Odmieniona Britney Spears!
Co prawda gwiazda nie dała nam o sobie zapomnieć, ale mało kto pamięta o jej urodzie. Brit przechodziła różnego rodzaju metamorfozy (czasem naprawdę bardzo drastyczne). Stanęła jednak na wysokości zadania i w związku z promocją nowej płyty zadbała o siebie. Tak wygląda okładka wrześniowego numeru magazynu "Allure". Brit zrzuciła parę kilogramów, założyła ciemną perukę i wskoczyła w seksowne jeansy. Piersi przykryła jedynie... dłońmi. Podczas sesji zdjęciowej gwiazda była bardzo otwarta na współpracę. Kiedy weszła do studia, zdjęła perukę i część garderoby, żeby ułatwić charakteryzatorom pracę. Efekt rzeczywiście jest powalający.
|